Ta dawna historia zaczęła się w pewnym królewskim mieście starożytnej Europy. Tamtejszy król miał córkę o imieniu Rea Sylwia. Los jednak nie chciał, by żyła jako księżniczka. Jej żądny bogactw wuj obalił bowiem jej ojca i sam ogłosił się królem. A ponieważ chciał, by królestwo przypadło po jego śmierci wyłącznie jego własnym synom, musiał jakoś zadbać o to, by Rea Sylwia sama nie miała syna.
Zdecydował więc, że poświęci ją bogini Weście. Wszystkie kobiety, będące kapłankami Westy, mieszkały bowiem razem w świątyni i nie mogły mieć dzieci. W ten sposób Rea Sylwia została westalką. Utrzymywała święty ogień w świątyni bogini i wiodła cnotliwe życie z pozostałymi westalkami.
Lata mijały, lecz Rea nie umiała pogodzić się ze swoim losem. Życie w świątyni nie przynosiło jej szczęścia. Po jakimś czasie zakochała się w bogu wojny Marsie i pomimo surowego zakazu zaczęła się z nim spotykać. Nie trzeba było długo czekać, aż Rea zajdzie w ciążę. Kilka miesięcy później urodziła dwóch zdrowych chłopców. Bliźniętom dała na imię Romulus i Remus. Miała nadzieję, że będą długo i szczęśliwie żyć.
Jak to już jednak w starych mitach bywa, los nieco skomplikował ich życie. O dzieciach dowiedział się bowiem jej wuj. Bardzo się rozgniewał i rozkazał, by bliźnięta zostały natychmiast wrzucone do rzeki. A ponieważ był potężnym królem, którego wszyscy się bali, jego rozkaz musiał zostać natychmiast wykonany.
Słudzy, którzy mieli się tym zająć, nie potrafili jednak zrobić krzywdy malutkim dzieciom. Z drugiej strony, bardzo bali się króla, wymyślili więc fortel. Włożyli bliźnięta do wyściełanego wiklinowego kosza, który puścili z prądem rzeki. W ten sposób wypełnili rozkaz, nie tracąc zarazem nadziei, że dzieci jakimś cudem się uratują.
Burzliwa rzeka niosła bliźnięta z ogromną prędkością. Fale wznosiły się, rzucając koszem od brzegu do brzegu. W pewnej chwili…